Biografia Nostradamusa

Biografia Nostradamusa

Pan Light · Blogi duchowe · 22.10.2021 · 2698 · ponad 30 min czytania
Biografia Nostradamusa

Znany prorok Nostradamus (Michel de Nostradame) urodził się 14 grudnia 1503 r. w St. Remy w Prowansji we Francji. Nostradamus pochodził z długiej linii żydowskich lekarzy i uczonych. Jego rodzina przeszła z judaizmu na chrześcijaństwo w 1502 r. w wyniku prześladowań związanych z wniebowstąpieniem Ludwika XII. Po klasycznym wykształceniu studiował medycynę, ziołolecznictwo i astrologię.
Za życia Nostradamusa Czarna Śmierć (dziś znana jako dżuma dymienicza) zniszczyła ponad ćwierć Europy. Nic dziwnego, że czterowiersze Nostradamusa wypełnia poczucie apokaliptycznego przerażenia.

Bezspornie można powiedzieć, że Nostradamus wyprzedził swoje czasy, przynajmniej jeśli chodzi o praktykę lekarską. Jego leczenie Czarnej Śmierci obejmowało usunięcie zakażonych zwłok, świeże powietrze i nieskażoną wodę dla zdrowych, preparat ziołowy bogaty w witaminę C i (wbrew współczesnej praktyce medycznej) nie wykrwawianie pacjentów.

Nostradamusowi udało się zmniejszyć wpływ Czarnej Śmierci na stolicę Prowansji, Aix. Wdzięczni obywatele dali mu stypendium dożywotnie.

Nostradamus zaczął pisać swoje prorocze wersety w mieście Salon w 1554 roku. Są one podzielone na dziesięć sekcji zwanych Stuleciami (co odnosi się do liczby wersetów w każdej sekcji, a nie do jednostki 100 lat). Stulecia zostały opublikowane w 1555 i 1558 roku i od tego czasu są drukowane nieprzerwanie.

Nostradamus miał wizje, które później zapisał wierszem, gdy późno w nocy wpatrywał się w wodę lub płomień, czasami wspomagany przez ziołowe stymulanty, siedząc na mosiężnym trójnogu. Powstałe czterowiersze (cztery wersety) są ukośne i eliptyczne oraz wykorzystują kalambury, anagramy i alegoryczne obrazy. Większość czterowierszy jest otwarta na wiele interpretacji, a niektóre nie mają żadnego sensu. Niektóre z nich to mrożące krew w żyłach, dosłowne opisy wydarzeń, podające konkretne lub prawie konkretne nazwy, lokalizacje geograficzne, konfiguracje astrologiczne, a czasem rzeczywiste daty. To właśnie ta cecha niejasności i specyficzności pozwala każdemu nowemu pokoleniu na reinterpretację Nostradamusa.

Mówi się, że Nostradamus przewidział własną śmierć. Kiedy jego asystent życzył mu dobrej nocy 1 lipca 1566, Nostradamus rzekomo powiedział: „Nie znajdziesz mnie żywego o wschodzie słońca”. Został znaleziony martwy 2 lipca 1566 r.

Nostradamus został pochowany stojąc prosto w Kościele Kordelierów Salonu. Jednak jego historia na tym się nie kończy; dwukrotnie ekshumowano go, raz celowo, raz złośliwie.

W 1700 roku jego ciało zostało przeniesione przez miasto do bardziej widocznej krypty. Kiedy na jego szkielecie znaleziono naszyjnik z datą „1700”, jego ciało pospiesznie pochowano ponownie.

Podczas Rewolucji Francuskiej w 1791 roku do jego grobu wdarli się pijani żołnierze. Burmistrz szybko uspokoił tłum, opisując, jak Nostradamus przewidział rewolucję, i wymienili kości w krypcie.

Jednak Nostradamus śmiał się ostatni. W Century 9, Quatrain 7 napisał:

Człowieka, który otworzy grób, gdy zostanie znaleziony
I kto go natychmiast nie zamknie,
przyjdzie do niego Zło , którego
nikt nie będzie w stanie udowodnić.

Podobno żołnierze, którzy po raz ostatni zbezcześcili jego grób, zostali zaatakowani w drodze powrotnej do bazy i zabici do ostatniego człowieka.


Nostradamus, człowiek, który widział przez czas
przez Lee McCanna [1941]

Zainteresowanie Nostradamusa przechodzi przez cykle, zwykle zbiegające się z okresami niepewności i konfliktu. Na początku II wojny światowej ludzie zwracali się do Nostradamusa o wskazówki, jak i kiedy ten konflikt zostanie rozwiązany, oraz o wskazówki, że jakoś go przepowiedział. Niektórzy używali Nostradamusa do propagandy, zysku lub reklamy. Oczywiście tak też było po zamachach z 11 września 2001 roku.

Ta książka, opublikowana na początku II wojny światowej, jest częściowo biografią Nostradamusa, częściowo historyczną powieścią wydarzeń z jego życia i próbą powiązania jego przewidywań z wydarzeniami historycznymi i przyszłymi. McCann jest najlepszy w poprzednich częściach książki. Zanurza nas w życie i czasy Nostradamusa. Chociaż wiele odcinków jest fabularyzowanych, są one przyjemne do czytania i wydają się być historycznie dokładne. Próby dopasowania przepowiedni Notradamusa do historycznych wydarzeń renesansu są w większości bardzo dobrze uzasadnione i wahają się od prawdopodobnych do „hmmm…”.

Książkę kończy dość obszerny rozdział dotyczący wydarzeń XX wieku. Ta część wydaje się być przyczepiona, jakby wydawca chciał „połączyć się” z bieżącymi wydarzeniami. McCann postawił hipotezę, że wojna potrwa do późnych lat czterdziestych i zakończy się z powodu przywrócenia monarchii francuskiej, a konkretnie, że pretendent do tronu zostanie koronowany na Henryka Piątego. Oczywiście jest to dalekie od celu, ale stwarza perspektywę dla obecnych i przyszłych prób formułowania konkretnych przewidywań na podstawie tajemniczych czterowierszy.

Narodziny proroka

BYŁO PRAWIE BOŻE NARODZENIE roku 1503. San Rémy, starożytne prowansalskie miasto, imiennik świętego, który ochrzcił Clovis w Boże Narodzenie, poruszyło przygotowania do nadchodzących wydarzeń. Wszędzie w mieście i na wsi ludzie zatrzymywali się w słońcu, aby powitać i porozmawiać o planach dotyczących Calèndo, romańskiego słowa, którego Prowansalowie wciąż używają na Boże Narodzenie. Wielkie damy w jedwabnych strojach, beztroscy młodzi rycerze w towarzystwie giermków zjeżdżających z zamków na wzgórzach, wieśniaczki w pełnych spódnicach i jaskrawych gorsetach, wesoły mnisi, ciemnookie dziewczęta i trzeźwi ojcowie z miasta, wszyscy przygotowywali się do tegorocznego największe święto.

Na rynku mężczyźni rozmawiali o dziennikach świątecznych. Niektórzy właściciele gajów zamierzali ściąć zbyt stare drzewo oliwne lub migdałowe, aby było warte utrzymania. Ale więcej szło do lasu, by ścinać kłody i zaciągać je do domu za odłączonymi wołami, tak jak robili to ludzie od czasów druidów. Gospodynie z San Rémy tłoczyły się na straganach, kupując migdały

P. 4

i miód na bożonarodzeniowy nugat. Rozmawiali o przygotowywanych prezentach noworocznych i plotkowali o świątecznych maskach w pałacu gubernatora w Aix. Trubadurzy stroili swoje harfy i pamiętali romanty. Przez okna kościelne dobiegały głosy chórzystów grających bożonarodzeniową muzykę, śpiewających powitanie Syna Człowieczego, śpiewających o pokoju na ziemi, który wtedy i teraz rzadko panował.

Starożytne miasto, wesołe porą roku, mało wyobrażało sobie, a już najmniej spodziewający się rodzice, że to dziecko, urodzone pośród nich tego dnia, przyniesie swojemu miejscu narodzin sławę trwającą przez wieki. Któż zatem mógł przewidzieć, że przyszła Europa będzie szukać w jego słowach odpowiedzi na ponurą zagadkę swojego losu? Nad miastem Midi gwiazdy zajęły pozycję, by obdarzyć to niemowlę dziwniejszą mądrością niż prorok posiadał od dawnych lat tych, którzy przepowiadali przyjście Chrystusa.

Tego dnia 14 grudnia według kalendarza juliańskiego, „blisko dwunastu godzin południa”, jak głosi kronika, urodził się syn Jacquesa i Renée de Nostradame. Głos dzwonu z brązu wypowiadającego godzinę z dzwonnicy miejskiej niósł się na pachnących łąkami wiatrach. W sercach rodziców dźwięczały dźwięki dawnej wdzięczności: „Nam narodziło się dziecko, nam syn jest dany”.

Nie wiadomo, jak długo rodzina małego Michela de Nostradame osiedliła się w Prowansji. Ale wystarczająco długo, aby zostały zasymilowane w annałach kraju, aby wniosły swój wkład w naukę i służbę oraz zbierać nagrody prestiżu.

P. 5

Stwierdzenie, że Michel pochodził z Żydów, zostało z uporem przyznane przez większość komentatorów. Wydaje się, że nie ma na to żadnego nakazu poza niezweryfikowanymi plotkami po jego życiu. Jego rasa nie jest ważna, z wyjątkiem jego proroctw. Warto jednak wiedzieć, czy był ostatnim spadkobiercą wielkiej hebrajskiej tradycji proroctwa. A może rasa pogańska, pozbawiona takiej tradycji, rzeczywiście stworzyła jednego wyróżniającego się proroka, z którego mogą być dumni i którego prognozy dotyczą ich losu? Tego, który, jeśli nie można go porównać do wzniosłej poezji i wywyższenia proroków Izraela, może być porównany z nimi w dokładności i autorytecie jego wizji.

Nostradamus w swoim liście dedykacyjnym dla króla Henryka II mówi o biblijnej kalkulacji lat. Mówi: „Uważam, że Pismo Święte uważa je za słoneczne”. Dla uczonego powinno to być wystarczającym dowodem na to, że Nostradamus nie miał żydowskiego pochodzenia; gdyby tak było, nie mógłby uciec, wiedząc, że żydowskie kalkulacje zawsze były zgodne z kalendarzem księżycowym.

Jean-Ayme de Chavigny, doktor teologii, sędzia Beaune, prawdopodobnie godny zaufania, był bliskim przyjacielem i uczniem Nostradamusa. Jego biograficzny szkic proroka jest jedyną dostępną relacją z pierwszej ręki, która została przekazana. Nie wspomina o żydowskim pochodzeniu. On pisze:

P. 6
„Jego dziadkowie, ze strony matki i ojca, mieli reputację wielkich uczonych w matematyce i medycynie, z których jeden był lekarzem René, króla Jerozolimy i Sycylii oraz hrabiego Prowansji, a drugi Jana, księcia Kalabrii, syna króla René. To zamyka usta zazdrosnym, którzy, ponieważ są źle poinformowani, zastanawiają się nad jego narodzinami”.

XVI wiek był okresem gorzkiego antysemityzmu i powszechnej nietolerancji. Żydzi, co prawda, nie byli prześladowani w Prowansji i wielu z nich doszło do bogactwa i bezpiecznie tam przebywało. Gdyby Nostradamus był Żydem, jego reputacja nie ucierpiałaby z tego powodu w miejscu jego urodzenia. Ale ucierpiałoby, gdy jego sława rozprzestrzeniła się na większe pola, zwłaszcza do Paryża. Za jego życia wrogowie nazywali go szarlatanem i czarnoksiężnikiem. Gdyby był podatny na oskarżenie, napastnicy z pewnością zostaliby napiętnowani jako Żyd przez napastników, którzy nie przeoczyli żadnego punktu, który mógłby być podniesiony przeciwko niemu.

Doktor Theophilus Garencières, jeden z pierwszych komentatorów, który twierdzi, że przez całe życie miał kontakt z ludźmi, którzy albo wiedzieli wszystko o Nostradamusie, albo myśleli, że wiedzą, podobnie nie wspomina o żydowskim pochodzeniu. Jego troską było to, jak Bóg może objawić się człowiekowi o jedynie przeciętnej pozycji społecznej. Mówi, że ten cud poruszył umysły wielu ludzi, którzy podziwiali Nostradamusa jako proroka. Stało się tak nie dlatego, że świadomy kastowy renesans zapomniał o narodzinach Syna Cieśla, ale dlatego, że pogodzili Jego pochodzenie z własnymi standardami społecznymi. Ferne's Blazen of Gentry , XVI-wieczny

P. 7

Heraldyka z trudem informuje swoich czytelników, że dwunastu apostołów to wszyscy dżentelmeni krwi, sprowadzeni do służalczej pracy tylko przez nieszczęście.

Być może to myślenie życzeniowe skłoniło niektórych pisarzy, którzy faworyzowali Nostradamusa, do twierdzenia, że ​​był on szlachetnie urodzony. Ale z wydarzeń z jego życia trzeba wywnioskować, że przynajmniej delikatnie urodził się z ludzi o doskonałej pozycji.

Kiedy Nostradamus odwiedził dwór Henryka II, jako gość króla, przyznano mu niemal honor dostojnej osobistości i zamieszkał w pałacu księcia-kardynała krwi. Henryk poznał historię i pozycję rodziny de Nostradame za pośrednictwem swojego prowansalskiego gubernatora, wieloletniego przyjaciela proroka. Należy się obawiać, że nie przyjąłby proroka z takim publicznym uznaniem, gdyby pozycja rodziny nie spotkała się z jego aprobatą.

Argumentowano, że nauka dziadków Nostradamusa wyprzedzała kulturę gojów, a zatem była żydowska. Prawdą jest, że Żydzi we Francji mieli dobre wyniki w zawodach naukowych, a zwłaszcza w medycynie. Ale jest inna teoria, której, choć nie można jej udowodnić, wiele by wyjaśniała.

Król Prowansji udał się ze św. Ludwikiem na wyprawy krzyżowe i dzielił swoje więzienie na Wschodzie. Saraceni, cudownie zaawansowani w medycynie i matematyce, pokazali krzyżowcom wiele cudów. Część ich wiedzy wróciła do Europy

P. 8

w ten sposób. Przodkowie Nostradamusa mogli należeć do tych, którzy korzystali z arabskiej nauki we własnych wielkich ośrodkach; być może istniała nawet odmiana arabskiego pochodzenia. Jedno lub jedno i drugie tłumaczyłoby prestiż, jakim cieszyli się dziadowie proroka na dworze króla René z Prowansji. Może to również tłumaczyć istnienie jakiegoś starożytnego, odziedziczonego medycznego przepisu, z którego przywieźli przodkowie krucjaty. Orient, którego Nostradamus mógł użyć do pokonania zarazy; coś starszego niż znane, ujednolicone arabskie lekarstwa z jego czasów.

Król René miał ciekawy kompleks turko-arabski. Wolał ludzi o takiej krwi i obyczajach ponad wszystkich innych. W konsekwencji jego dwór przez pół wieku przyciągał każdego, kto miał kroplę krwi lub którykolwiek z jego stowarzyszeń i kultury. Każdy Lewantyńczyk i Arab, który miał coś do sprzedania i cenę wycieczki, przyjeżdżał tam ze swoimi towarami. Jeśli poddany chciał coś przekazać, musiał sprawić, by król był prezentem ze Wschodu. René ubrał siebie i dwór w strój orientalny, a jego maski tureckie i arabskie były słynne.

Jeden zabawny przypadek uczuć Rene w takich sprawach dotyczy dziadka Nostradamusa. Królowa René miała praczkę, Turczynkę Charlotte. W jakiś sposób Charlotte zraniła się w nogę. Gdziekolwiek indziej byłaby zbyt daleko poniżej soli, by zwrócić na siebie uwagę królewskiego lekarza. Ale z powodu tureckiej krwi Charlotty król nie uważał niczego za dobrego dla niej. Jego własny lekarz, nikt inny jak Doktor de Nostradame, kazano jej pilnować, co prawdopodobnie uczynił. Logiczne jest przypuszczenie, że uczeni dziadkowie Nostradamusa w jakiś sposób przyczynili się do zamiłowania króla do Turków i Arabów i do pewnego stopnia sprawowali jego patronat dzięki wyższości w rodzaju wiedzy i treningu, który najbardziej szanował i cenił.

P. 9

Dziadkowie od dawna byli przyjaciółmi i współpracownikami na dworze Prowansji. Kiedy Jacques, syn Pierre'a de Nostradame, ożenił się z Renée, córką Jeana de Rémy, ściślej scementowało to istniejące więzy uczuciowe i wzajemne interesy.

Jacques de Nostradame, ojciec Michela, był notariuszem. Zawód ten, dziś maleńki w znaczeniu, miał wtedy uczoną i ważną ocenę, gdy tak wielu ludzi, nawet z wyższych kręgów, nie mogło nawet napisać swojego nazwiska. Zależyli od notariusza, który był wzywany do usług, które obejmowały napisanie listu miłosnego po zorganizowanie przeniesienia własności. Jego dziedzina była szeroka i obejmowała prawie wszystko w sprawach gospodarczych i majątkowych, co nie wymagało faktycznej praktyki prawniczej.

Dochód Jacquesa zapewniłby wygodny dom, odpowiadający dobrym standardom prowansalskiego życia. Przez jego drzwi przechodził aktywny przepływ spraw miejskich, osobistych, biznesowych i obywatelskich. Wielu szukało go, ponieważ dzięki ojcu i teście jego kontakty w stolicy były dość wpływowe.

P. 10
Jego dom znajdował się prawdopodobnie w pobliżu centrum miasta, łatwo dostępny dla klientów.

Najwcześniejsze wspomnienia młodego Michela o domu jego rodziców koncentrowały się na radosnej, pachnącej kuchni, która, typowa dla wszystkich domów prowansalskich w XVI wieku, była pomieszczeniem, w którym toczyło się zarówno domowe, jak i towarzyskie życie. Centrum i symbolem aktywności tego pokoju był wielki kominek, majestatyczny, przepastny, z rozpalonym ogniem, który nigdy nie zgasł od czasu, gdy jego ojciec i matka przybyli tam, by zamieszkać. Błyszczące mosiężne garnki i patelnie zwisały nisko z półki z płaszczem, dzięki czemu jego matka mogła upiec pyszny chleb, ugotować gęsty pożywny gulasz lub upiec drób. Pod każdym kątem kominka znajdowała się dębowa osada, w której dziadkowie lubili leniuchować i rozmawiać, kiedy przyjeżdżali z wizytą. Po drugiej stronie pokoju stał bufet. Na wierzchu znajdowało się długie, płonące drewniane koryto, w którym jego matka mieszała i ugniatała chleb. W jednym rogu stała szafka z półkami i szufladami na wszelkiego rodzaju sprzęty gospodarstwa domowego. Ten, podobnie jak bufet, był wykonany z mocnego dębu o głębokim odcieniu. Michel znał każdą linię surowej rzeźby w geometrycznym projekcie, która odbijała światło ognia na łagodnym drewnie.

Na ścianach wisiały lekkie półki szafek, na których znajdowały się pudełka na sól i przyprawy, małe kawałki wesołej gliny i specjalne skarby. Być może był tam emaliowany kubek lub wazon przemyślnego wykonania, prezent od dziadka, który dostał go na targu od lewantyńskiego kupca, który przyjechał sprzedawać swoje towary na dworze.

Michel pamiętał głębokie, przeszywane okna…

P. 11

jego domu i wąskiej ganku u drzwi, punktów obserwacyjnych, z których otrzymywał swoje najwcześniejsze obrazy życia miasta, które przepływało w barwnym przedstawieniu w dni świąteczne i targowe. Urok pochodu nie miał końca, bogaci kupcy na wędrownych mułach ze srebrnymi dzwoneczkami na uprzęży, wozy spiętrzone czerwienią i żółcią pomarańczy i granatów na targ, chłopi sprowadzający z wsi masło i sery, pasterze z ich stadami , rycerze i damy z piórami w kapeluszach, jeżdżące na koniach.

Niezapomniany był też pierwszy raz, kiedy matka zabrała go na mszę do starożytnego kościoła. Przez wielkie wrota, starsze od gotyckiej iglicy, w wyniosły bezmiar przyćmionego światła, trzymał się przerażony dłoni matki, wpatrując się w bogatą tajemnicę zmierzchu, złotych i witrażowych świętych. Klęcząc, spojrzał w górę na rzeźbioną Dziewicę i stożki jak kwiaty u jej stóp. Otaczały go dźwięki organów i wysoki, czysty śpiew chłopców z chóru, przyciągając go z ekstazą, jakby do piersi matki. Było to źródło i początek jego namiętnego, niezachwianego przestrzegania i oddania – rzymskiemu rytuałowi, od którego nigdy nie odstępował przez całe życie. Takie przestrzeganie nigdy nie było dla niego obowiązkiem, było to świętym haftem jego rozkoszy w Bogu.

Innym rytuałem, który urzekł młodego Michela, był ten, który dotyczył interesów jego ojca. Nie pamiętał czasu, kiedy nie fascynowały go rzeczy na biurku ojca. ten

P. 12

cyna kałamarz z długimi piórami stojącymi na baczność w małych bocznych otworach, miseczką czystego piasku i starannie ułożonymi zwojami białej owczej skóry, wezwane do jego rąk, by ich dotknąć i wypróbować.

Wcześnie słuchał wszystkiego, co mógł, z opowieści ojca o wydarzeniach w San Rémy. Z wielkimi uszami, dla których przysłowiowe są małe dzbanki, składał razem skrawki, na które dorośli uważali, że jest za młody. to odległe miasto jest dla niego tylko nazwą. Zastanawiał się, jakie to opłaty i dlaczego jego ojciec mówił, że ludzie na nie narzekają; zastanawiał się, czy król pójdzie na wojnę z Włochami i jak wygląda wojna. Dowiedział się o nowych wyborach do rady miejskiej io tym, kto jechał do Aix na spotkanie z gubernatorem.

Jego umysł obserwował i zaszufladkował z dziecinną dosłownością wszystko, co się wokół niego działo. To była jego inicjacja, początek zainteresowania sprawami państwa, które miały tak oczarować jego późniejsze lata. Oto żołądź, który wyrósł na drzewo Stulecia .

To właśnie urok tych wczesnych wspomnień sprawił, że Nostradamus, mężczyzna, zawsze był małomiasteczkowym chłopcem z inklinacji, jakim był z urodzenia. W jego czasach, podobnie jak w naszych, większość ludzi była kawałkami stali ciągniętymi przez urokliwe magnesy wielkich miast. Złożony blask miast i ich miraż możliwości zostały wplecione w marzenia o młodości i ambicje męskości, a we Francji wszystkie drogi prowadziły do ​​Paryża. Michel pozostał dziwnie odporny na tę przynętę. On

P. 13

wcześnie nauczył się cenić mniejszy świat miasta, który można objąć w całości, jego postacie znane i badane na tle pokoleń. Tu w Prowansji były jego osobiste zainteresowania; to byli jego ludzie.

Michel był silnym chłopcem, szybkim i aktywnym, pełnym żarliwej witalności młodości. Jego dziadkowie wcześnie wyznaczyli mu zadania związane z nauką, ale jako lekarze mądrze dali mu mnóstwo wolnego czasu na chłopięcą przygodę w przemierzaniu wsi pod słońcem Midi. Między nim a tym pięknym prowansalskim krajem istniała głęboka więź. Chłopiec i mężczyzna nigdy nie chciał odejść od tego na długo. Tchnienie jego perfum i przeszłości zawsze przyciągało go z powrotem do prastarych, żyznych dolin nawadnianych przez wijące się strumienie poniżej wzniesienia alpejskich wzgórz. Jako dziecko poznawał pory roku od różowego rozkwitu drzew migdałowych, brunatnej zieleni oliwek, złota zbiorów i krwistofioletowych winnic. I zawsze była muzyka towarzysząca pięknu dramatu Natury, harfy i lutni, tańca i śpiewu.

Geniusz trubadurów wywarł wczesne i trwałe wrażenie na Michelu i jego bracie. Słynne świecki opowiadające o honorze, rycerskości, wzniosłych przygodach bohaterów Prowansji urzekały wyobraźnię romantycznej młodzieży. Nie minęło też dużo czasu, odkąd ci poeci odeszli, śpiewając, w przeszłość. Ich patron, król-minstrel René, był ostatnim, który odszedł. Ich pamięć

P. 14

był wiecznie zielony dzięki skarbowi ich piosenek, dobrze znanych i śpiewanych przez wszystkich na wysokim i niskim poziomie. Michel i Jean słyszeli ich rymowanek. Wydaje się, że Le Roman de Renart wywarł największe wrażenie na Michelu, być może dlatego, że jest to alegoria, w której bohaterowie są zwierzętami, a fabuła opowiada o ich walce o przywództwo w lesie. Spryt i hipokryzja przeciwstawiają się sile, a słabość jak zwykle przegrywa. Nostradamus w Wiekach używa tych samych zwierząt, oznaczających te same cechy, jako symboli rywalizujących potęg Europy. Wilk, Niedźwiedź, Lew, Lis, Orzeł, Jeleń, wszyscy ponownie odgrywają swoje role w jego misji przeznaczenia.

Brat Michela był obdarzony wspaniałym głosem. W domu rozbrzmiewało śpiewanie przez Jeana Roman de la Rose , Chanson de Roland i innych słynnych laików i fabliaux . Jean w późniejszym życiu podążył za prozaiczną, choć dochodową karierą adwokata w parlamencie Arles. Ale jako swój prawdziwy wkład pozostawił po sobie historię trubadurów, monumentalny tom zatytułowany: „Życie najsłynniejszych starożytnych poetów prowansalskich, którzy rozkwitali w czasach hrabiów Prowansji”.

Niektórzy twierdzą, że pieśni trubadurów osłabiły ducha i opór Prowansji. Jeśli tak, to w tym sensie, w jakim bardziej wrażliwe standardy cywilizacyjne są dziś zdane na łaskę siły wymierzonej. „Gdyby tylko Bóg zesłał pokój!” woła Nostradamus w Stuleciach. Nauczył się swoich ideałów pokoju i honoru

P. 15

i łagodne maniery minstreli starej Prowansji.

Sir Walter Scott w Annie z Geierstein daje wspaniały wgląd w wpływ trubadurów na tę ziemię.

Szkicuje scenę znaną z dzieciństwa Michela:

„Pasterz dosłownie wymaszerował rano za granicę, wysyłając swoje stado na pastwisko z jakimś sonetem miłosnym zakochanego trubadura. Jego „owłosiona opieka” wydawała się faktycznie pod wpływem muzyki. Zamiast być prowadzonym przed pasterzem, poszli za nim i nie rozchodził się, by się nakarmić, dopóki nie stanął przed nimi, wykonał wariacje na temat swojego powietrza. Jego ogromny wilk-pies, strażnik stada, podążał za swoim panem z uszami nastawionymi jak główny krytyk spektaklu. W południe zwiększała się publiczność pasterza przez urodziwą matronę lub kwitnącą dziewicę, która przyłączyła się do jego głosu, gdy spotykali się przy jakiejś zabytkowej fontannie.W chłodne wieczory tańczyły na wiejskiej zieleni lub koncertowały przed drzwiami wioski. Podróżnych zapraszano na mały poczęstunek owoców , ser i chleb.Wszystko dodawało uroku iluzji i wskazywało na Prowansję jako Arkadię Francji.

„Największą osobliwością był brak wymierzonych mężczyzn i żołnierzy w tym spokojnym kraju. W Anglii nikt nie poruszał się bez długiego łuku, miecza i puklerza. We Francji zad nosił zbroję nawet między szczudłami pługa. nie mogłeś patrzeć

P. 16

wzdłuż mili drogi, nie widząc tumanów kurzu, z których wyłoniły się falujące pióra i błyszcząca zbroja. Ale w Prowansji wszystko było ciche i spokojne, jakby muzyka tego kraju uśpiła wszystkie gniewne namiętności. Od czasu do czasu przejeżdżał konny kawaler, grający na harfie na łuku siodła lub niesiony przez sługę, zaświadczając, że jest trubadurem. Krótki miecz, noszony na lewym udzie, był raczej na pokaz niż na użytek."

Oprócz „tańca, śpiewu prowansalskiego i spalonej słońcem wesołości” istnieje w tym kraju inny rodzaj życia, cichy, ale nie mniej żywotny. Taki, który głęboko dotknął ducha młodego Michela i który przenika przez wieki. To życie w starożytnej przeszłości. Prowansja to stara kraina, w której ludzie i rasy pojawiały się i odchodziły, ale nie przeminęły całkowicie. Dawno wymarłe wyznania wiary i zwyczaje, zakorzenione głęboko w starożytności, przetrwały w oczarowaniu. Celtowie, Rzymianie, Fenicjanie, Grecy, Goci, wszyscy pozostawili swoje ślady wtopione teraz w rasę chrześcijańską.

Nostradamus odnosi się szczególnie do długiego wpływu Grecji na Prowansję w jednym ze swoich czterowierszy:

IX-75

Z okolic Epiru i Tracji
nieszczęśni ludzie przypłyną morzem, szukając pomocy we Francji,
Ci sami ludzie, którzy pozostawili w Prowansji swój wieczny ślad
W przetrwaniu swego stroju i praw.
P. 17

Na wsi iw miastach bladość marmurowych ruin i pomników. Łuki triumfalne, rozpadające się amfiteatry, delikatne fontanny, zaludnione przez cienie budowniczych. W takich nawiedzonych pamięcią miejscach szeptana mowa przeszłości dociera tylko do uszu dostrojonychdo jego tajemniczego języka. Michel, wrażliwy już w dzieciństwie na zagadkę przeszłości i przyszłości kryjącą się w wiecznej teraźniejszości, poczuł czar tych pozostałości potężnej przeszłości. Dorastał pośród dwóch światów, żywego prezentu swoich czasów i majestatycznych zmarłych dawno temu. Pierwszy dał mu ziemskie ciepło, wesołość, zdrowy rozsądek. Drugi otworzył przed nim swoje sekretne królestwo, spokojne, władczo odległe, gdzie w jego zmierzchu śnił miecz Cezara, żagle Grecji i Kartaginy oraz złote bransolety Gotów.

Kiedy Michel dorósł na tyle, by interesować się historią ruin, lubił wędrować odkrywczą wędrówką z jednym z dziadków, którzy mogli mu opowiedzieć historię tego, co zobaczył. Łatwo go sobie wyobrazić u boku starszego mężczyzny w szacie lekarskiej i czteroramiennej czapce, mundurze, który chłopiec będzie nosił później z honorem. Michel był nieco niższy, ale pełen wigoru, z rumianymi jabłuszkami na policzkach i kolorem, który zachowywał tak długo, jak żył. Jego włosy były brązowe nad wysokim, kwadratowym czołem. Jego proste, zdecydowane rysy oświetlały duże, niezwykle bystre szare oczy.

W dniu, w którym oboje wędrują przez San

P. 18

[kontynuacja akapitu]Rémy zatrzymują się, by podziwiać szlachetny łuk triumfu, który Juliusz Cezar zbudował na pamiątkę Mariusza i jego potężnego zwycięstwa. Michela ciekawią rzeźby na łuku. Co to znaczy, pyta dziadka.

– Zapisują, jak dawno temu rzymski generał Marius uratował kiedyś naszą ziemię. Widzisz – mówi mu starzec – barbarzyńcy rozlali się po kraju. Prawie pół miliona zaciekłych wojowników, których mieli, oprócz wszystkich ich rodzin ”.

– Czy Rzymianie przybyli tu, by walczyć po naszej stronie?

- Tak. Ale dawno temu Hannibal przemierzał tędy z trzema tysiącami słoni w drodze na podbój Rzymu. Nasz celtycki lud walczył wtedy za Rzymian, a Rzym pamiętał. Wysłała nam Mariusa, swojego najlepszego generała w naszych czasach niebezpieczeństwa”.

– Czy przywiózł wielką armię, dziadku?

- Nie, chłopcze, nie potrzebował wielkiej armii. Miał wielkich żołnierzy, legiony rzymskie. I miał ze sobą prorokini Martę, syryjską kobietę, która miała znajomego ducha i potrafiła przepowiadać przyszłość. Obiecała Mariusowi zwycięstwo."

- Czym, panie, jest znajomy duch? ​​Jak prorokini mogła powiedzieć, że Mariusz wygra?

„Są tacy ludzie, Michel. Ja sam mam niewielki dar w czytaniu w myślach. Pewnego dnia otworzę ci trochę oczy. Ale proroctwo to oczywiście większa zdolność. przez nich, Marius zrobił. Oddał Marcie wysoki honor. Nawet jego żona Julia przyjechała z

P. 19

[kontynuacja akapitu]Rzym po bitwie tylko po to, by ją spotkać. Kiedyś pokażę ci marmurową stelę wyrzeźbioną z ich spotkania.

- Opowiedz mi więcej o prorokini, proszę.

– Nie ma wiele do powiedzenia. Głupi ludzie wierzą, że wciąż przemawia z jaskini Lou Garagoule, gdzie na jej rozkaz rzucono na śmierć setkę barbarzyńców.

– Dlaczego? Z pewnością wielu zginęło w bitwie.

- Tak. Ale widzisz, chłopcze, była poganką. Przed przyjściem naszego Pana, który zakazał okrucieństwa, ludzie czcili bogów, którzy, jak sądzili, muszą złożyć specjalną ofiarę krwi, aby zapłacić za swoje łaski. Marius bez wątpienia , pomyślałem, że to tanie w cenie."

– Dziadku, gdzie jest Lou Garagoule? Czy to daleko?

„Za daleko na twoje krótkie nogi”, chichocze dziadek. To jest kilka mil za Aix, w pobliżu szczytu Mont Saint Victoire. W skale jest głęboka szczelina, nad którą wznosi się klasztor jak orzeł. Ma tajne przejście prowadzące w dół. Mówi się, że mnisi otwierają je dla głupców, którzy płacą im wystarczająco dużo, by odpokutować za grzech skonsultowania się z Martą lub tym, co uważają za Martę.

– Ale czy ona naprawdę do nich przemawia?

„Oczywiście, że nie. Ona od dawna nie żyje. Ale przechodzą przez pogańskie zaklęcia i czekają sześć godzin w ciemności. Potem słyszą tylko wycie wiatru w górskich korytarzach. Nigdy tego nie próbuj, jest to sprzeczne z duchem Boże, a mnisi źle na to pozwalają."

- Mimo to chciałbym to zobaczyć, dziadku.

P. 20

- To zrobisz. Kiedy twoja matka uzna, że ​​jesteś wystarczająco dorosła, by nie spać w nocy, pojedziesz na Mont Saint Victoire dwudziestego czwartego kwietnia, w rocznicę bitwy. Zobaczysz, gdzie stały legiony Mariusza. Będziesz maszerować w wielkim świętowaniu zwycięstwa, które tam co roku odprawiają, bo ludzie w tych stronach nigdy nie zapomną.

"Czy będzie taniec i muzyka?"

„Bębny i trąbki, tamburyny i śpiewy. Rozpalają wielkie ogniska na Mont i całą noc tańczą farandole i krzyczą „Zwycięstwo, Zwycięstwo”.

– Czy poszedłeś, dziadku?

„W młodości. Wiele razy. O świcie jest Msza i wszyscy idą dziękować za ocalenie naszej ziemi”.

"Opowiedz mi o bitwie." Młodość nigdy się nie nudzi.

„Cóż, rzymskie legiony stacjonowały na Mont Saint Victoire, tak się tak nazywa po bitwie. Oto barbarzyńcy w San Rémy i ciągnący się przez równinę do Aix. Między nimi a Mont Marius wykopał wielki linia głębokich rowów, Fossa Mariusza, jak ludzie nadal je nazywają…

W miarę rozwoju opowieści mały chłopiec słuchał oczarowany, aż do ostatecznego obalenia ostatniego barbarzyńcy.

„Grecki historyk, Plutarch, opisał historię bitwy pod Mariusem lepiej, niż ja mogę ją opowiedzieć, Michel” – zakończył dziadek. „Przeczytasz o tym dla siebie i wielu innych ciekawych wydarzeniach, kiedy opanujesz klasyczny język.

P. 21

być zachętą do nauki. Teraz robi się późno."

Można się zastanawiać, czy opowieść o starożytnej bitwie, usłyszana w dzieciństwie, powróciła w wieku, by połączyć pamięć o zwycięstwie z gorzką wizją widzącego ruiny Francji, przez kontrast czyniąc tę ​​wizję bardziej spustoszoną. W wersetach proroka, które opowiadają historię roku 1940, znajduje się czterowiersz opisujący linię Maginota. Używa w tym słowa fosse , po francusku rów, od łacińskiego fossa . Być może jego wizja porównała daremność największego rowu obronnego, jaki kiedykolwiek zbudowano, z prymitywnym, zwycięskim rowem rzymskiego generała.

IV-80

W pobliżu wielkiej rzeki ziemia zostanie wykopana w celu zbudowania ogromnej linii ( fosy )
podzielonej na piętnaście części zgodnie z układem wód.
Miasto (Paryż) zostanie zdobyte, wybuchną pożary bitew, rozlewu krwi i walki wręcz.
W szoku będzie uczestniczyć większa część narodu.
Niestety, że Marius już tak dawno nie żyje. Zniknęła też starożytna przyjaźń rzymska. Po lewej, ale smutek, który rzucił swój ponury cień do tyłu i dotknął płaszcza proroka piszącego te słowa czterysta lat temu.

Ale do takiej uprzedniej wiedzy było jeszcze daleko

P. 22

z radosnego dzieciństwa Michela. Po takiej przygodzie z dziadkiem wracał do domu z głową pełną walki i zachwytu. Śnił nad nim przy kominku, gdzie senne płomienie polerowały miedziane garnki jak hełm legionisty. Kiedy w jego małym, skromnie umeblowanym pokoju zapadła noc i poczuł pod sobą słomę swojego siennika, udawał, jak chłopcy na całym świecie, że jest Mariusem na zboczu wzgórza. Księżyc, ukośnie na wysokiej szafie w rogu, w tajemniczy sposób przekształcił swój ciemny kształt w zarysy prorokini Marty.

Było tysiąc takich fascynujących historii, które dziadkowie mogli opowiedzieć, z których Michel i Jean utkali własny obraz starożytnego splendoru Prowansji. Opowieści cesarzy, zaginionych królów i królowych oraz papieży, którzy zbudowali tam swoje zamki. Historie również o tajemnicach Camargue, gdzie we mgle latały olbrzymie ptaki w kolorze płomieni. Historie o igrzyskach gladiatorów, walkach byków, krzyżowcach, którzy byli władcami w ziemi Chrystusa. Legendy o wszystkich bohaterach, którzy śmiali się pod błękitnym prowansalskim niebem i ucztowali na wysadzanej różami tablicy Pana, która wiecznie zaprasza do tej klasycznej krainy.

Jeśli chodzi o obietnicę dziadka złożoną Michelowi, że pokaże mu coś z tajemnych cudów umysłu, w zapisie jest napisane, że dotrzymał słowa. Michel dałby mu niewiele odpoczynku, dopóki tego nie zrobi. Mówi się, że pewnego dnia dziadek zademonstrował działanie ukrytych sił mentalnych. Jaki rodzaj demonstracji nie jest znany,

P. 23

ale był to prawdopodobnie prosty eksperyment w czytaniu w myślach. Było to jednak doskonałe wprowadzenie do takich tajemnic dla chłopca, który miał stać się adeptem ich posługiwania się. Podany przypadkowo i naturalnie przez dziadka, obrabował podmiot z przesądów i idei magii diabła, które przenikały wiek. Dało to chłopcu szansę na normalne podejście do doznań pozazmysłowych. Incydent mógł zająć swoje miejsce, bez zniekształceń i dysproporcji, w aktywnym gromadzeniu przez Michela różnorodnej wiedzy. Jego naturalność miała znaczenie ochronne wobec późniejszego rozwoju daru proroka, a jej wpływ można doszukiwać się w uczciwości i nieustraszoności jego stosunku do własnej tajemniczej mocy.


Edukacja geniusza

DOCTOR DE RÉMY, dziadek Michela ze strony matki, wziął na siebie wczesną edukację swojego starszego wnuka. Nawet dzisiaj taka edukacja, jaką otrzymał od niego Michel, byłaby uważana za niezwykłą. To był chyba jedyny w tym okresie we Francji. Prestiż naukowy doktora de Rémy i liberalna inteligencja, z jaką kierował i inspirował swojego ucznia, stwarzały okazję nieczęsto spotykaną w żadnym starożytnym czy współczesnym domu. Reakcja geniuszu chłopca i wrodzonego zamiłowania do nauki sprawiły, że związek między nimi był łatwy i przyjemny. Jak bardzo różniło się to od zwykłych instrukcji w XVI wieku, można docenić z relacji Rabelaisa o pielgrzymce naukowej Pantagruela.

„Moją wolą” – powiedział Gargantua, odnosząc się do wykształcenia Pantagruela – „jest oddanie go jakiemuś uczonemu człowiekowi, aby go indoktrynował zgodnie z jego zdolnościami i nie szczędził niczego na ten cel”.

„Indoktrynacja” na początku szesnastego wieku oznaczała wypchanie młodego umysłu jak gęsi strasburskiej.

P. 25

[kontynuacja akapitu]Brak humanitarnych, inteligentnych metod nauczania został uzupełniony sadystyczną techniką. Edukacja została wpętana we wspomnienia twardych czaszek, odpornych młodzieńców za pomocą ciosów i chłosty. Rabelais, pisząc o tym, co chłopcy musieli znosić dla podstaw wiedzy, powiedział o jednym szczególnie okrutnym mistrzu:

„Jeśli za chłostę biednych małych dzieci, nie obrażających uczniów, pedagogów są przeklęci, to, na moje słowo honoru, jest teraz na kole Ixiona, chłostając szczawiaka, który go obraca”.

Nie było pojęcia o nauczaniu domowym, a oświata publiczna nie miała zasięgu i nie miała zbyt wiele do pożytku. Bezowocne, długotrwałe studiowanie słów, po którym następowało równie bezowocne studiowanie nieskończonych subtelności, stworzyło przeciągającą się, oszałamiającą nędzę ścieżki wiedzy chłopca. Doktor Garencières, opowiadając o swojej własnej edukacji we Francji sto lat później, mówi, że on i inne dzieci, jak tylko nauczyli się elementarza, byli przygotowani do studiowania StuleciaNostradamusa. „Książka ta była pierwszą po moim Elementarzu, w którym nauczyłem się czytać, we Francji było to wtedy zwyczajem około 1618 roku inicjować dzieci tą książką; ze starym i przestarzałym francuskim, a po trzecie dla rozkoszy i różnorodności sprawy. Obraz dzieci uczących się jak zaintrygowane papugi zwrotek, które kwestionowały rozum, jak wielu uczonych, jest marną nieśmiertelnością dla człowieka, którego własne szkolenie było tak odmienne.

P. 26

Druk tak niedawno sprowadził na młodzież klątwę podręczników szkolnych, że nie było czasu na tworzenie tradycji pedagogicznej. Przed drukiem dzieci dorastały równie wolne i nieskrępowane jak Adam. Nauczyli się tylko łowić ryby, polować, wędrować, posługiwać się łukiem i strzałami, a jeśli pochodzili z dobrej rodziny, zapinać rycerską zbroję. Jeśli sposoby robienia tych rzeczy uległy poprawie, dążenia nadal należały do ​​epoki kamienia. Oczywiście wśród czołowych rodzin społecznych zawsze istniała klasa uczonych kościelnych i pewna doza kultury zmanierowanej. Jednak jako rozwój narodowy niewielu potrafiło czytać i pisać. Ale kiedy druk sprawił, że książki znalazły się w powszechnym zasięgu, rodzice na całym świecie pragnęli, aby ich dzieci miały ten dziwny, nowy dostęp do wiedzy, której im odmówiono. Tak rozpoczęła się bolesna era dyscypliny umysłowej młodych.

Doktor de Rémy i Rabelais, prawie samotni w swoim okresie, zdawali się przewidywać rodzaj edukacji, który dziś jest uważany za pewnik. Obaj wierzyli, że młodzież powinna być zainteresowana, a księga wiedzy rozwijała się w zdumieniu i rozkoszy. Pantagruel, jak pamiętacie, spędził lata ucząc się alfabetu od tyłu, a jeszcze więcej lat nad tomami łacińskich komentarzy, aż Gargantua zobaczył, że okazuje się tylko głupim marzycielem. Wybrał więc innego mistrza, który uczył Pantagruela obserwacji przyrody i badania faktów. W końcu Pantagruel wrócił do ojca z zaokrąglonym rozwojem i zrozumieniem

P. 27

związek wiedzy z życiem. Rabelais wiedział o tym na własnej skórze, Nostradamus nauczył się tego w łatwy sposób. Wcześnie odczuwał radość z nauki, nigdy nie potrzebował zachęty, ani nie musiał wystrzegać się tego, co dla większości chłopców było bolesnym fizycznie i emocjonalnie doświadczeniem, które pozostawiło niezatarte piętno na wrażliwej naturze.

Doktor de Rémy gruntownie ugruntował wnuka w łacinie, matematyce i astronomii oraz udzielił mu ogólnej wiedzy na temat faktów przyrodniczych. Łatwość i płynność w pisaniu i mówieniu po łacinie miały wówczas pierwszorzędne znaczenie kulturowe, gdyż był to język używany przez uczonych i mówców publicznych. Był często używany na dworze, za panowania Franciszka I. Mówi się, że rodzina królewska, w godzinach, kiedy zbierała się nieformalnie, lubiła uprzejmie rozmawiać ze sobą po łacinie – osiągnięcie, które być może równie trudne do wyobrażenia dla współczesnych jak cokolwiek w XVI wieku. Ale dzieci były kierowane do tego badania bardzo małe, aby uzyskać wymaganą biegłość. Język prowansalski nadal zachowywał więcej dziedzictwa rzymskiego niż północnej Francji. Ułatwiło to naukę łaciny chłopcom urodzonym, jak Michel, w Midi niż w innych częściach kraju. Ma…

Dalsza część dostępna po rejestracji

Zostało ~225 min czytania · rejestracja jest bezpłatna

Zarejestruj się za darmo Mam konto
Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.